5.33 obudziłem się. Wyglądnąłem przez okno sypialki, odwróciłem się na drugi bok i zasnąłem
6.57 obudziłem się ponownie. Budzik nastawiony na 7.00 więc mam jeszcze 3 minuty :)
7.00 gra pobudka. Ech trzeba wstawać - praca czeka
7.09 zlazłem na dół. Zastanawiam się co zjeść na śniadanie. Wybór padł na kawałek łososia wędzonego i pomidory
7.13 katastrofa! Łosoś się zaparzył. 3 dni w worku foliowym wystarczyły. Trudno. Zmieniam menu. Łosoś wypada, a w jego miejsce zjadam ser biały ze szczypiorkiem i ziołami. Zjadam zaledwie 1/3 opakowania. Dziś mi nic nie wchodzi. Jadę na załadunek
7.30 jestem na bramie firmy. Wpuszczają mnie na teren. Osoba wyglądająca na szefa załadunków każe czekać, więc czekam planując drogę powrotną.
8.14 dostaję sms z nazwą firmy dla której jedziemy z instrukcją, że jak mnie załadują mam zgłosić ile tego jest i czekać. Jakaś kpina nadgorliwego spedytora, bo zawsze zgłaszam załadunek, no ale cóż zrobić. Mentalności niektórych nie zmienię.
8.16 dzwoni nadgorliwy, a że dzwoni na zły numer nie odbieram. Prosiłem kilka razy by dzwonić na ten drugi, zwłaszcza jak jestem za granicą.
8.17 dzwoni na drugi numer. Odbieram. 'Macs. Dostałeś sms? Dlaczego nie odpisałeś? Ok albo spierd...'. Bo mi się nie chce. Po co mam wysyłać sms, skoro to nie wpływa na załadunek? Poza tym on na moje smsy nie odpowiada, więc dlaczego mam to robić ja? Generalnie wkurza mnie ten człowiek. Z każdym jego ładunkiem są problemy. Albo się coś nie zgadza, nie ma czegoś lub jest za dużo, albo nie ma wcale i nie będzie, albo są tak wyśrubowane godziny dojazdu, że kierowca nie ma czasu nawet na tankowanie. Teraz mam 10 godzin na dojechanie na miejsce od chwili załadunku. Z nawigacji wychodzi 618 km i 8.55 godziny. Rezerwy zaledwie godzina, a muszę 2 razy tankować i przy okazji piątku pewnie stanę w korkach. Po Węgrzech i częściowo po Słowacji będę jechał drogami jednopasmowymi więc będzie dużo możliwości do korków. Ale nie mam sił gościowi tłumaczyć, że jest to mało prawdopodobne bym zdążył.
8.30 magazynier kieruje mnie na parking. Pytam ile będę czekał. Odpowiedział, że nie wie. Super. Zaczyna się piękny piątek trzynastego.
8.33 wysyłam sms do nadgorliwego. Opisuję sytuację. Oczywiście ma mnie głęboko w dupie i nie odpisuje, bo po co. Zresztą nie mam zamiaru czytać jego pomysłów, co mam zrobić by mnie załadowali. Pomysłowy Dobromir siedzący 600 km ode mnie. On to się zna.
9.00 temperatura na zewnątrz już 19 stopni. Jak wstałem było 16,5, więc nie jest źle. Słońca brak tym razem, ale przez ostatnie 2 dni stania mi trochę poświeciło. Wczoraj w Budapeszcie było 31 stopni, w cieniu 27. Poranek bez słońca nie jest radosny, ale wierzę, że to złe dobrego początku.
9.04 w radio informacja o 30 rocznicy zamachu na papieża. Włączył mi się buntownik w głowie. Mam dość. Nie papieża, nie jego nauk. Mam dość ciągłych rocznic. Wybór, śmierć, msza prymicyjna, msza po wyborze, msza na placu zwycięstwa, teraz zamach. Brakuje tylko rocznicy pierwszego pierdu. Czy na świecie nic się nie dzieje? I tak będzie przez cały dzień, bo najważniejsza jest rocznica zamachu sprzed 30 lat. Boże chroń królową. Nie mówię, że mamy nie pamiętać, zapomnieć. Ale nie róbmy sensacji i newsa w wiadomościach. W zupełności wystarczy ciekawy reportaż radiowy lub telewizyjny. Tym bardziej, że 13 dni temu film z zamachu był wyświetlany, a temat poruszany w mediach podczas beatyfikacji. Jakoś to dziś przeboleję.
9.14 coś się zmieniło. Wjechał tir na załadunek i wyjechały dwie mniejsze ciężarówki.
9.26 na budowie na przeciwko mnie 'pracuje' trzech robotników. Oglądają walec drogowy, więc ja obserwuję ich. Fachmany znają się na rzeczy i palą do roboty. Chodzą naokoło walca jak przystało na prawdziwych robotników z rękoma w kieszeniach. Jeden wyjął jedną rękę i sprawnym jej ruchem zamknął drzwi do pojazdu. Ha! Wiedziałem, że to będzie ciekawy obiekt do obserwacji. Ciekawe jak długo budują to co budują. Może mają przerwę? Teraz oglądają opla. Idzie czwarty z grabiami.
9.27 na budowie pojawił się jakiś gość z projektem. Przy oplu zgromadziło się już sześciu gości. Jeszcze jedenastu i będzie wiec. Zapewne nielegalny. Gość z projektem wraca. Chyba nic ciekawego na nim nie znalazł. Tylko jeden z pracowników ma kask, za to papierosa ma każdy. Ciekawe.
9.33 z bramy wywieźli jedną paletę. Tir zabierze 33, ja 8. Zobaczymy ile jeszcze wywiozą - po ilości domyślę się dla kogo ten towar, bo po Madziarsku ciężko się dogadać.
9.37 wyszedłem na spacer. Wywieźli już dwie palety zaadresowane do Gliwic. Hura! To dla mnie. Jeszcze tylko 6 palet, załadunek, odbiór dokumentów i można jechać.
9.44 zaczyna kropić. Panom na budowie specjalnie to nie przeszkadza. Teraz idzie trójka. Jakiś konwój. Po środku gość z wiadrem w jednej i łopatą w drugiej ręce. Ci po boku idą z rękoma w kieszeniach. A jak. Przecież na budowie nie można się przemęczać.
9.55 dalej 19 stopni i dwie palety na zewnątrz. Przestało kropić co prawda, ale marne to pocieszenie. Panowie zabrali się do roboty, albo tylko się schowali przed moimi oczami.
9.59 chłopaki naprawdę zabrali się do roboty. Przyjechała mini koparka gąsienicowa. Wraca gość z wiadrem i łopatą - bez obstawy. Pewnie ich ubił i zakopał. Bohater!
10.05 koparka zabrała wibrującą stopę. Jeden pracownik eskortuje podtrzymując stopę za rączkę :)
10.17 tylko 19-5 stopnia. Słabo. Wczoraj o tej porze było już 24
10.44 zaczęli ładować. Nie mnie! Tira. Na razie wrzucili mu paleciaka na pakę. A u mnie nadal cisza. Gotuję jajka. Będzie drugie śniadanie
10.54 jeden chłop w okopie, tzn. w wykopie. Obwód pasa jakieś 150 - miłośnik piwa i sportu przed tv. Raczej aerobiku nie ćwiczy. Solidny dół wykopał a montuje tylko rynnę. Też sposób by robotę zrobić, a specjalnie się nie narobić. Siedzi chłop w okopie, więc go nie widać. Jak nie widać to innym nie żal jak nic nie robi, bo go nie widzą. A że okop solidnej głębokości to schylać się nie trzeba, bo wszystko na wysokości odpowiedniej. Ergonomia pracy najważniejsza.
10.59 kolega spedytor zadzwonił, by dowiedzieć się co u mnie. Myślał by kto, że się o mnie martwi. O swoją dupę się martwi. Jajka zjedzone, ale nadal mam niedobór w żołądku. Coś trzeba wymyślić. Zakładałem, że koło 16 będę w Polsce, a tu koło 16 to chyba stąd wyjadę. Żarcie się kończy, ale mam jeszcze asy w rękawie, tzn. kabanosy na siedzeniu.
11.09 wyszło słońce. Temperatura 21,5. Na budowie cisza, nawet chłop z okopu zginął. Może usnął? Na zakładzie też cisza. Załadowali 6 palet na tira i przerwa.
11.39 załadowali. 5 palet zamiast 8, ale załadowali. Mam papiery. Czekam tylko na decyzję czy mogę jechać. Temperatura rośnie. Już jest 23-5 stopnia. Na budowie znowu jakieś rozmowy klubowe.
12.05 odpowiedzi z Krakowa nadal nie ma. Wyciągnę chyba leżak. Nawet fajnie tu jest. Jak pomyślę, że muszę sprinterem jechać to już mnie głowa boli. Moje ducato jest ciche, a to ... decybele przekraczają możliwości moich uszu. Silnik głośno pracuje - znaczy, że słabo wyciszyli. W kabinie coś się telepie - znaczy, że sprzęt za 200 tyś. się sypie. Nie cierpię jeździć nie swoim autem.
12.21 mam zgodę na wyjazd. Temperatura skoczyła do 27 stopni. Na budowie siesta.
12.27 otworzyłem paczkę z sałatą. Bez jedzenia się nie da :)
13.14 szukam miejsca dogodnego do oddania moczu
13.15 zatrzymuje mnie policja. Toalety nie mają, ale chcą prawo jazdy, dowód rejestracyjny i paszport. Jak usłyszeli, że na każde pytanie odpowiadam 'nie rozumiem', pokazuję szeroko zęby i kręcę ramionami oddali mi dokumenty. Pan zasalutował i kazał jechać. 3 zaoszczędzone minuty poszły się paść, bo panom się nudziło.
13.20 w radio puścili ‘Na plażach Zanzibaru’. A ja nadal nie mam tej płyty, choć bym chciał.
13.32 znalazłem miejsce na siuśpauzę. Szukanie trwało chwilę, sam postój również.
13.48 o ty k...obieto! Jak się skręca to trzeba włączyć kierunkowskaz. I manewru nie robi się z pasa do jazdy na wprost, jak jest w tym celu pas do skrętu. No blondynka, rasowa i naturalna.
14.36 mijam rodzinne miasto ikarusa. W Krakowie już od dawna ich nie ma, za to na Węgrzech nadal tego sporo jeździ.
14.52 jakiś świr w fordzie wziął się za wyprzedzanie. Skończyło się na hamowaniu. Ludzie zbyt często przeceniają możliwości swoje i swoich pojazdów.
15.00 po raz kolejny słyszę o strzałach do JP2
15.37 Komarom. Miasto graniczne. Dawniej duża twierdza nad Dunajem. Dziś malownicze miasteczko. Pora opuścić Węgry i powitać Słowację.
17.18 pora zatankować. Przy okazji kupuję czekoladę. Tak dla zasady ‘Studencką’ Oriona, ale w gorzkiej czekoladzie.
17.46 kilka minut temu wjechałem na autostradę. Nudy! Już dawno się tak nie nudziłem. Jadąc przez wioski i miasteczka można było na czymś oko zawiesić. Majowe wysokie temperatury sprzyjają ściąganiu okryć wierzchnich, ciało nabiera kolorów. No po prostu jest na co popatrzeć.
17.59 radio dla kierowców: z dwojga złego nie wybieraj niczego.
18.22 w radio gadają o zamykanych stadionach. W studio są przedstawiciele PiS, PO i SLD. Dwie partie uważają, że zamykanie stadionów jest działaniem pijarowym rządu i Platformy. Nie będę ukrywał, że kiepski to pijar, biorąc pod uwagę, że kibice to też wyborcy.
18.34 skończyli. Wniosek z przysłuchiwania się tej dyskusji o stadionach, pośle Arkułowiczu i wyborach mam jeden. Niektórzy ludzie są tak bezczelni, że nie dają skończyć innym i im ciągle przerywają w wypowiedziach. Problem w tym, że tak jest w każdej dyskusji i debacie. Skupieni są w jednej partii na szczęście, więc wystarczy na nich nie głosować i będzie spokój.
18.55 słucham Radio Watykan, gdzie oczywiście większość czasu antenowego poświęcono zamachowi. I tak sobie myślę, że dużo lepiej by się tego słuchało, gdyby zamiast zamachu na życie papieża mówiło się o cudownym ocaleniu jego życia. Przecież sam zamachowiec Ali Baba powiedział, że papież cudem uniknął śmierci. Mówmy więc o kolejnym cudzie 13 maja, a nie tragedii. Od razu mi lepiej jak pomyślę, że Bóg czuwa i mimo tragedii pomoże mi wyjść na prostą.
19.40 postój w tesco w Cadcy uświadomił mnie, że tropiki majowe już się skończyły. Trochę zmarzłem. ‘Złoty bażant’ dla mechanika, który pomaga mi wymienić silnik i zarazem jednego z lepszych kumpli jakich mam, a dla mnie tylko mleko. To chyba ostatnie moje zakupy na tej trasie. Jeszcze coś na kolację trzeba upolować, ale to już na naszej stacji.
19.47 znowu zmieniam państwa. Tym razem żegnam Słowację i witam się z Czechami. Muszę się poskarżyć! Nie dostałem w tę stronę smsów od operatora. Nie wiem po ile są smsy :). Po drodze przed granicą minąłem słowacką policję z radarem laserowym. Już się zwijali - pewnie zmarzli. Nie byli zaskoczeniem, bo zawsze tam stoją. Nudne trochę.
19.48 w trójce puścili piosenkę bohatera serialowego pana doktora Housa. Tę płytę też bym chciał mieć. Nie wiem które miejsce zajmuje na liście przebojów, bo nie słuchałem Niedźwiedzia, ale jak dojadę do domu to zagłosuję.
19.59 tylko 12 stopni. Czuć, że coraz bliżej domu.
20.01 kolejny kretyn chce szybciej spotkać się z JP2. Wyprzedzanie na zakręcie czterdziesto tonowej ciężarówki, gdy z naprzeciwka nadjeżdża druga taka sama jest najgłupszym manewrem i dla wielu ostatnim na ziemi. Bezmózgowiec zmusił obie ciężarówki do hamowania.
20.14 Andrus ze swoją balladą na 28 miejscu! To kolejny utwór na który zagłosuję, bo warto.
20.23 Polonia welkome. No to jestem. 1,5 godz. do rozładunku, ale to i tak już bliżej niż dalej, więc jestem zadowolony.
20.34 skończyło mi się wszystko do jedzenia i picia w aucie. Chciałem się napić mleka. Po raz pierwszy od 14 lat, tak normalnie w świecie się napić. Wtedy mi się nie udało, bo w knajpie nie mieli mleka. Kpiny! Teraz też mi się nie udało, bo oczko plastikowe do otwierania zostało mi na palcu. Muszę się zatrzymać i otworzyć nożem.
20.39 dzwonił tata. Coś zrobił z drzwiami w domu, coś tam podkleił czy jakoś tak. Mam dzwonić domofonem jak wrócę. Ale to będzie po północy!
20.48 jednak nie wszystko idzie ok. Grzesiek nie załatwił silnika, więc jutro go nie będę wkładał. Muszę to zrobić w tygodniu. Ale może jutro pojadę na zawody WOPRu do Czernichowa. Zobaczymy.
21.24 po kretynach w osobówkach pora na kilka słów komentarza dla pana kretyna w czerwonym ciągniku siodłowym z naczepą typu patelnia. Jadę sobie przepisowo przez Śląsk. Jak 50 to ja 55, jak napisali 70 to ograniczam się do 70. Za mną korka nie ma. Osobówki jadą zachowując bezpieczny odstęp i też jadą przepisowo. A ten idiota wyprzedza nas - 3 osobówki i mnie - na skrzyżowaniu, pasem do jazdy w przeciwnym kierunku, z prędkością znacznie ponad przepisowe 50. Idiota zabójca.
21.51 dojechałem na miejsce rozładunku. Palety się trochę poprzesuwały, a płyty które wiozę się lekko wysunęły. Mam nadzieję, że nie będzie draki. Tak to już bywa, gdy człowiek pracuje pod presją czasu. Zawsze się coś ...
22.27 rozładowane. Praca zakończona. Teraz tylko do domu, kąpiel i sen. Wcześniej chyba coś zjem, bo czekolada przestaje działać. Na rozładunku dostałem się do mleka. Zimne jest dobre, ale do ciepłego, nawet letniego w kartonie nadal czuję wstręt. Nie przechodzi mi przez gardło.
23.07 McDonald w Katowicach już zamknięty, a nie chce mi się jechać na drugą stronę. Posiliłem się skromnym zestawem nuggetsów, sałatki i coli light. Lepsze to niż zapiekanki lub hot-dogi.
23.28 zapłaciłem za pół przejazdu, więc skorzystałem z koszy na śmieci na parkingu. Zebrały się dwie siatki, trochę luzem i sześć butelek. Co jak co ale wypity to byłem. Ponad 10 litrów płynów w 3 dni. To jest jakaś pomyłka. Ja tyle nie pijam.
0.24 10 stopni. Zaparkowałem auto. Jeszcze muszę pozbierać rzeczy i dojść do domu.
0.42 leję wodę do wanny, włączam komputer, golę się.
1.05 zasiadam przed komputerem. Noc wrażeń rozpoczętą.
2.33 puszczam film usypiacz i usypiam po kilku minutach. Koniec dnia!
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz