czwartek, 21 czerwca 2018

Wiara czyni cuda

W życiu już tak jest, że gdy powiesz A to musisz też powiedzieć B, C i czasami nawet D. Większość ludzi zatrzymuje się gdzieś pomiędzy A i B. Za dużo myślą o A i zapominają o B. Są też tacy mówiący B, ale zupełnie pomijając A. Ja w tej literowej układance jestem już w punkcie B, i wiem że to jeszcze nie jest koniec.

Rozmowy z moimi kolumbijskimi przyjaciółmi schodzą ostatnio na temat polityki. I choć w korporacji nauczono mnie by o polityce i pogodzie nie rozmawiać, ciężko odmówić przyjacielowi. Podejrzewam, że ponad 99 procent z was nie wie, że w Kolumbii w ostatnią niedzielę odbyła się druga tura wyborów prezydenckich. Wśród młodych ludzi, którzy po raz pierwszy mieli okazję oddać swój głos było to wydarzenie bez precedensu. Niestety młodzi postawili na "złego" konia i są dość mocno poturbowani po porażce. Wygrał facet o poglądach prawicowych, popierany przez obecnie panujacego prezydenta. Przegrał kandydat lewicowy. Oczywiście każdy z nich w programie miał modernizację Kolumbii i robienie wszystkim znajomym dobrze, a nawet lepiej. Jednak moje obawy nie są związane z korupcją, a z pokojem.

Dwa lata temu zakończyła się formalnie trwajaca 50 lat!!! wojna domowa. Wojna pomiędzy ludową partyzantką, a siłami rządowymi. Wojna, która doprowadziła do śmierci ponad 200.000 niewinnych osób. Wojna, która zjadała kraj jak rak. Zakończyła się po procesie negocjacyjnym trwającym 30 lat. Mieszkańcy odetchnęli z ulgą, stało się bezpieczniej, bardziej przewidywalnie, ludzie wreszcie przestali żyć w ciągłym niepokoju. Można było myśleć o rozwoju turystyki i własnym biznesie.

Oboje kandydaci chcieli zmienić układ pokojowy. Co oczywiste prawicowemu radykałowi ten układ nie podobał się bardziej, bo przywódcy lewicowej rewolucyjnej partyzantki nie zostali osądzeni i przyznano im 10 miejsc w parlamencie (partyzantka utwrzyła partię polityczną). Zapowiadanych zmian jest oczywiście więcej, są obietnice gospodarcze i socjalne. Jest lepsze jutro i rozliczanie kryminalistów. Polityka na całym świecie opatra jest o ten sam skład kiełbasy wyborczej. Najpierw nałapać baranów, a później po wyborach przemielić ich z papierem toalerowym i zrobić parówki. Tylko że ...

W moich rozmowach pocieszam ich mówiąc, że to co złe to już minęło. Teraz mają lata świetlanej przyszłości, wzrostu gospodarczego, dobrej pracy i lepszych zarobków. Paniką i załamaniem nic nie zmienią. Mogą, a nawet muszą, zmobilizować społeczeństwo, by za 4 lata do urn poszło 80 procent uprawnionych, a nie 40 jak to miało miejsce 17 czerwca. Muszą pracować i budować pozycję swojego kraju niezależnie od tego która partia kradnie. A ostatnim moim argumentem są wybory w Polsce w 1995 roku.

Dla mniej zorientowanych Wałęsa przegrywa w drugiej turze z Kwaśniewskim. Młodzi panikują. Wysyłane są listy do Sądu Najwyższego o nieuznanie demokratycznego wyboru (tak na marginesie dużo moich znajomych, plujących aktualnie na prezydenta Wałęsę w 1995 roku zaciekle go broniła). I co się stało? Kwaśniewski w mojej opinii okazał się bardzo dobrym i sprawnym politykiem. Zapowiadany przez prawicowych radykałów komunizm nie wrócił. Za to wstąpiliśmy do NATO i UE, zdobywaliśmy sojuszników, przyjaciół, Polska rosła i stawała się prężną gospodarką.

Ja również wierzę w swoje słowa. Kolumbia nie może zejść ze ścieżki pokoju. Ten proces musi trwać niezależnie od wyników wyborów. Tylko czy moja wiara wystarczy?

Puenta jest prosta. Poczekajcie. Po owocach go poznacie. Nie zawsze "nie mój" kandydat jest zły*


* nie dotyczy krainy nad Wisłą


sobota, 24 marca 2018

Historyja

Każda opowieść ma swój początek i koniec. A w środku przeważnie ktoś coś napisał. Ta historia ma swój początek, środek jest wypełniany, a zakończenia na horyzoncie nie widać. Z pewnością jednak można się pokusić na stwierdzenie, iż będzie on bardzo podobny do tego: żyli długo i szczęśliwie w krainie bananowców i najlepszej kawy na świecie. Lub też zgodnie ze staropolską tradycją "daj mi spokój".

Każdy ma swoje plany, czasami bardzo skrywane przed światem, swoje marzenia. W głębi duszy każdy jest romantykiem, a rodzimy się dobrymi ludźmi. I wbrew pozorom to późniejszy rozwój i wychowanie wpływa na nasze dobro. Chyba niewiele osób o tym wie, bo niewiele osób ze mną rozmawiało, że jestem wielkim romantykiem i marzycielem. Ale spokojnie. Nie mam zamiaru was o tym przekonywać. Trwajcie nadal w swojej wierze. Natomiast moją historię muszę zacząć od początku.

Nigdy nie byłem osobą śmiałą do kontaktów. Potrzebowałem dużo czasu by się do kogoś przekonać, otworzyć i swobodnie rozmawiać. Bałem się ludzi, bałem się ich opinii, bałem się ich wzroku. Nie pomagał fakt bycia idealistą w harcerskim mundurze. Wielokrotnie mi doradzano "idź do pubu, napij się piwa - otworzysz swój umysł, rozluźnisz język, poznasz kogoś". Ale jak to? Ja? Wychowawca?
Ci co mnie znają lepiej wiedzą, że to pół prawdy o mnie, gdyż druga połowa jeszcze dojrzewa. Ale niestety nie chodziłem do barów, nie otwierałem umysłu, mój język był związany, a oczy zamknięte. Po ostatnim moim miłosnym uniesieniu zamknąłem się jeszcze bardziej tracąc nadzieję na jakąkolwiek zmianę.

Byłem przekonany, że będę sam do końca życia. Ale najprawdopodobniej ktoś chciał inaczej. I moja księga zaczęła się wypełniać szybko niepojętą dla mnie energią. To było i jest dla mnie niesamowite ile siły można czerpać i jednocześnie ile można dawać siebie. Choć jest to dawanie na odległość liczoną w tysiącach kilometrów i prawie 20 godzin lotu trzema samolotami