Nim przejdę dalej czas na dwie retrospekcje. Mój ostatni wpis wywołał spore poruszenie. Dostałem nawet kilka głosów od osób pozytywnie odbierających moje słowa. Bardzo mnie to cieszy, bo spodziewałem się raczej głosów negatywnych i tych broniących tajemnicy poliszynela. Ale wypada dodać kilka słów.
Choć na takiego nie wyglądam - nie chodzę łysy, nie mam wytatuowanej kotwicy na lewym ramieniu, a na prawym nie noszę biało-czerwonej opaski - jestem harcerskim konserwatystą. Dochodziłem do tego latami, popełniając różne błędy, czasami się z nimi źle czując, ale właśnie dzięki temu doświadczeniu jestem otwarty na ludzi. Nie pamiętam sytuacji, w której ktoś ode mnie usłyszał odejdź, nie nadajesz się. Co wcale nie znaczy, że toleruję łamanie PH.
Natomiast mój konserwatyzm nie ma związku z fundamentalnym radykalizmem okraszonym odrobiną katofermentu. Zamiast bujać w obłokach w samozachwycie podziwiając świat zbudowany w czeluściach szarych komórek towarzyszy wolę twardo stąpać po ziemi w realnym świecie. Ludzie zawodzili, zawodzą i będą zawodzić. Tak samo jak ja zawodziłem, zawodzę i pewnie będę zawodził innych. Tak jest zbudowany ten świat. Zawsze znajdzie się ktoś rozczarowany. Jednak najważniejsze by właściwie wybrać drogę, którą się podąża. Niestety część ludzi w mundurach zapomina, że nie da się iść dwoma ścieżkami jednocześnie biegnącymi w dwóch różnych kierunkach.
To trochę dziwne, że dinozaur wspomina o takich podstawach jak przykład własny, ale mam nieodparte wrażenie, że bardzo duża część uczestników kursów metodycznych albo przespała zajęcia o podstawach wychowawczych, albo skoncentrowana była na cyckach kucharki, tudzież pośladkach ratownika i niezbyt dokładnie słuchała mądrych wykładowców. No bo nie mieści mi się w głowie, że organizatorzy szkoleń zapominają przekazać tak istotne wartości. A jednak jest gdzieś poważna dziura.
A o co chodzi z tym przykładem? No zatem można powiedzieć, iż było to tak:
W okolicach 33 roku naszej ery pewien Żyd o imieniu Jezus powiedział do swoich uczniów: Idźcie więc i nauczajcie wszystkie narody, udzielając im chrztu w imię Ojca i Syna, i Ducha Świętego. Uczcie je zachowywać wszystko, co wam przykazałem ... (Mt 28, 19-20). Co to ma wspólnego z harcerstwem? Instruktor to nauczyciel - wychowuje nie tylko tym co mówi, ale przede wszystkim tym jaki jest, jak postępuje, czy jest prawdziwy i autentyczny, skromny i szlachetny, czy stanowi zupełną odwrotność tych haseł. Powtarzałem to wiele razy, więc teraz warto napisać. W życiu, nie tylko tym w mundurze, ale tym codziennym również, w pracy, szkole, na wakacjach z rodziną i pod namiotem z przyjaciółmi, w Polsce, Europie i na innych kontynentach, a nawet na morzach i oceanach, cały czas wychowujemy innych i kształtujemy siebie. Każdego dnia wstajemy z podstawowym założeniem - być lepszym człowiekiem dziś niż byłem wczoraj. I jak tego k...wa dalej nie kumasz, to złóż mundur w kostkę i daj sobie spokój, bo harcerz z ciebie do dupy, a instruktor jeszcze gorszy.
Drugi powrót myśli dotyczy czasu bliższego. Miałem przyjemność z końcem lipca poznać co to znaczy braterstwo ... oraz z jakimi idiotami mam do czynienia. Pozwoliłem sobie stwierdzić fakt, iż na stronach organizacji harcerskich (wszystkich) więcej jest zdjęć selfie z ŚDM, niż ukazujących harcerzy podczas służby. Nie było to stwierdzenie ani obraźliwe, ani tym bardziej zgryźliwe, ale wywołało to falę oburzenia. Jestem w stanie zrozumieć, że osoby pełniące służbę były przemęczone i przez swoją głupotę podchwyciły temat hejtowania mnie w komentarzach. Jednak zupełnie niezrozumiałe dla mnie było i jest podcieranie sobie gęby moim wpisem przez osoby usprawiedliwiające się w komentarzu, że one by bardzo chciały być w Krakowie ino że są na "prywatnym wyjeździe" lub wykonują inne obowiązki. Drodzy usprawiedliwiacze - gdybyście chcieli być na ŚDM, to byście tam byli. A pieprzenie, że przez 3 lata nie da się zaplanować urlopu lub wyjechać prywatnie w innym terminie jest kpiną z własnej inteligencji i obrazą instytucji logicznego myślenia.
Podobnie niezrozumiałe jest dla mnie jak można zakazywać komukolwiek wypowiadania się na temat wydarzenia w którym nie bierze się udziału, zwłaszcza czynnego. A pisze to osoba na pierwszy rzut oka wykształcona, z dorobkiem na sali rozpraw, gdzie sama osądza czyny innych osobiście nie będąc ich naocznym świadkiem. Zgodnie z taką logiką należałoby trzymać język za zębami w sprawie Olimpiady, zdobytych (lub nie) medali, zamachów terrorystycznych na świecie, a z własnego podwórka to nawet w sprawie zdobytych sprawności na obozie obok lub jakości polskiej edukacji.
Z całego tego zamieszania najzabawniejsze są dwie sprawy. Po pierwsze wpis nie był otagowany żadnym emblematem wskazującym jakąkolwiek organizację. Komentujący w swej nadgorliwości sami postanowili upartyjnić swoje wpisy - przejaw popisania się niezwykłą sprawnością umysłu? A po drugie część piszących jaki to mój wpis jest zły i ile tysięcy ludzi obraził oraz jak bardzo ja muszę zazdrościć im służby miało czelność napisać mi przeprosiny w prywatnej wiadomości. Żenada moi drodzy, ale nie będę tego publikował byście mogli zachować choć odrobinę twarzy (dosł. gęby) przed swoimi znajomymi.
A teraz pora przystąpić do pisania, co ja tu robię :)
To trochę dziwne, że dinozaur wspomina o takich podstawach jak przykład własny, ale mam nieodparte wrażenie, że bardzo duża część uczestników kursów metodycznych albo przespała zajęcia o podstawach wychowawczych, albo skoncentrowana była na cyckach kucharki, tudzież pośladkach ratownika i niezbyt dokładnie słuchała mądrych wykładowców. No bo nie mieści mi się w głowie, że organizatorzy szkoleń zapominają przekazać tak istotne wartości. A jednak jest gdzieś poważna dziura.
A o co chodzi z tym przykładem? No zatem można powiedzieć, iż było to tak:
W okolicach 33 roku naszej ery pewien Żyd o imieniu Jezus powiedział do swoich uczniów: Idźcie więc i nauczajcie wszystkie narody, udzielając im chrztu w imię Ojca i Syna, i Ducha Świętego. Uczcie je zachowywać wszystko, co wam przykazałem ... (Mt 28, 19-20). Co to ma wspólnego z harcerstwem? Instruktor to nauczyciel - wychowuje nie tylko tym co mówi, ale przede wszystkim tym jaki jest, jak postępuje, czy jest prawdziwy i autentyczny, skromny i szlachetny, czy stanowi zupełną odwrotność tych haseł. Powtarzałem to wiele razy, więc teraz warto napisać. W życiu, nie tylko tym w mundurze, ale tym codziennym również, w pracy, szkole, na wakacjach z rodziną i pod namiotem z przyjaciółmi, w Polsce, Europie i na innych kontynentach, a nawet na morzach i oceanach, cały czas wychowujemy innych i kształtujemy siebie. Każdego dnia wstajemy z podstawowym założeniem - być lepszym człowiekiem dziś niż byłem wczoraj. I jak tego k...wa dalej nie kumasz, to złóż mundur w kostkę i daj sobie spokój, bo harcerz z ciebie do dupy, a instruktor jeszcze gorszy.
Drugi powrót myśli dotyczy czasu bliższego. Miałem przyjemność z końcem lipca poznać co to znaczy braterstwo ... oraz z jakimi idiotami mam do czynienia. Pozwoliłem sobie stwierdzić fakt, iż na stronach organizacji harcerskich (wszystkich) więcej jest zdjęć selfie z ŚDM, niż ukazujących harcerzy podczas służby. Nie było to stwierdzenie ani obraźliwe, ani tym bardziej zgryźliwe, ale wywołało to falę oburzenia. Jestem w stanie zrozumieć, że osoby pełniące służbę były przemęczone i przez swoją głupotę podchwyciły temat hejtowania mnie w komentarzach. Jednak zupełnie niezrozumiałe dla mnie było i jest podcieranie sobie gęby moim wpisem przez osoby usprawiedliwiające się w komentarzu, że one by bardzo chciały być w Krakowie ino że są na "prywatnym wyjeździe" lub wykonują inne obowiązki. Drodzy usprawiedliwiacze - gdybyście chcieli być na ŚDM, to byście tam byli. A pieprzenie, że przez 3 lata nie da się zaplanować urlopu lub wyjechać prywatnie w innym terminie jest kpiną z własnej inteligencji i obrazą instytucji logicznego myślenia.
Podobnie niezrozumiałe jest dla mnie jak można zakazywać komukolwiek wypowiadania się na temat wydarzenia w którym nie bierze się udziału, zwłaszcza czynnego. A pisze to osoba na pierwszy rzut oka wykształcona, z dorobkiem na sali rozpraw, gdzie sama osądza czyny innych osobiście nie będąc ich naocznym świadkiem. Zgodnie z taką logiką należałoby trzymać język za zębami w sprawie Olimpiady, zdobytych (lub nie) medali, zamachów terrorystycznych na świecie, a z własnego podwórka to nawet w sprawie zdobytych sprawności na obozie obok lub jakości polskiej edukacji.
Z całego tego zamieszania najzabawniejsze są dwie sprawy. Po pierwsze wpis nie był otagowany żadnym emblematem wskazującym jakąkolwiek organizację. Komentujący w swej nadgorliwości sami postanowili upartyjnić swoje wpisy - przejaw popisania się niezwykłą sprawnością umysłu? A po drugie część piszących jaki to mój wpis jest zły i ile tysięcy ludzi obraził oraz jak bardzo ja muszę zazdrościć im służby miało czelność napisać mi przeprosiny w prywatnej wiadomości. Żenada moi drodzy, ale nie będę tego publikował byście mogli zachować choć odrobinę twarzy (dosł. gęby) przed swoimi znajomymi.
A teraz pora przystąpić do pisania, co ja tu robię :)