Co ja tutaj robię? Takie pytanie zadaję ja sobie, ale moi znajomi mają lepszą wersję: co ty tam robisz? Ale nim do tego co ja tu i tam robię, to może kilka słów o tym jak się tu lub tam znalazłem.
Rok temu rozpocząłem wielką przygodę życia i opuściłem piękny Kraków i ukochaną Polskę, by szukać szczęścia/pieniędzy/przyjaźni/przygody po świecie. Zdobywanie doświadczenia w różnych specjalizacjach, a do tego zwiedzanie kraju w którym się pracuje okazało się dobrym rozwiązaniem dla mnie. Przez pięć miesięcy miałem okazję być oficerem na statkach handlowych (hmmm tom pozwiedzał :P ). Po przepłynięciu 42.000 mil morskich mogę spokojnie stwierdzić, że jeszcze tam wrócę. Morza i oceany pokochałem od pierwszego rejsu, a dokładniej mówiąc pod podróży pociągiem w 1997 roku na trasie Gdańsk - Kraków.
Miałem przyjemność jechać w przedziale razem ze starym marynarzem, który akurat wracał do domu po kontrakcie i opowiadał jak to jest fajnie. Z racji, że byłem dopiero po obronie pracy dyplomowej, a przed maturą (pomiędzy tymi wydarzeniami załatwiałem formalności związane z organizacją obozu) przez dłuższą chwilę zastanawiałem się, czy przypadkiem nie powinienem składać papierów na uczelnię morską. Ale również tradycyjnie wybrałem to co wybrałem z pierwszych przemyśleć i zdania nie zmieniałem.
Tak więc trochę sobie popływałem po Oceanie Indyjskim, poznałem wielu ludzi, a z częścią udało mi się nawet zaprzyjaźnić. I o zgrozo zrozumiałem, że jest mi do nich bliżej, niż do tych co zostali za mną (w tyle). Jeżeli ktoś był nad Bałtykiem i podziwiał zachody słońca, to pewnie zostały mu w pamięci na długie miesiące lub lata. Moja wachta przez 4 miesiące przypadała od 4 do 8 rano i wieczorem, co dawało mi ponad 100 wschodów i zachodów słońca bardzo malowniczych w coraz to nowej scenerii. To była taka mała odskocznia od rutynowego gapienia się w zielone ekrany radarów na przemian z wytężaniem wzroku przez lornetkę w poszukiwaniu oznak potencjalnego zagrożenia.
Kilka miesięcy po powrocie z tej przygody zapragnąłem nauczyć się nowego zawodu. Tym razem miała to być praca na szklarni przy sadzonkach w krainie z wiatraków słynącej. A przynajmniej tak mi się wydawało.