Dawno nie pisałem, więc korzystając
z okazji wolnego coś można skrobnąć. Jak zwykle moje przemyślenia
czasami bardzo daleko idące, ale pozwalające zrozumieć :)
Przyszły święta. Kolejny mdły okres
każdego roku, kiedy to udajemy jak bardzo kochamy drugą osobę. No
dobra. Nie udajemy. Tak na prawdę ją kochamy, bardzo kochamy i
szanujemy, myślimy o niej tylko pozytywnie i złego nie życzymy.
Tak – to są święta. Cztery dni w roku podczas których nawet
największy „skurwiel” myśli ciepło o drugiej osobie. Ale
spokojnie. Bóg chciał, by ten okres nie trwał za długo i zbyt
często, więc podzielił wspomniane cztery doby na dwa okresy –
Bożego Narodzenia i Świąt Wielkiej Nocy. Gdyby ktoś szukał
odpowiedzi, czy Bóg istnieje to jest to właśnie pierwszy dowód –
człowiek tak doskonałego rozwiązania nigdy by nie wymyślił.
Przetrwać te dni jest ciężko, ale są i na to sposoby. W telewizji
nic nie leci, więc można poszukać w sieci. A tam wiele powtórek
tych fajnych i nie fajnych, za to bez abonamentu.
Święta. Podziwiam liczną rzeszę
znajomych dla których święta to powód do obżarstwa. Ich żony i
matki od tygodnia kupowały produkty, piekły ciasta, gotowany
przedziwne potrawy, katrupiły karpie i znęcały się nad rodziną
po to tylko, by przez dwa dni każdy z domowników mógł powiedzieć
„nażarłem się jak świnia”. Pieprzeni „chrześcijanie-katolicy”
na pokaz. Pycha, chciwość, zazdrość, nieumiarkowanie w jedzeniu i
piciu, lenistwo – 5 grzechów głównych popełnianych w zaledwie
48 godzin. Pozostaje tylko nieczystość i gniew, choć pewnie i one
występują w nieznacznym stopniu. To oczywiście nie znaczy, że w
pierwszy i drugi dzień świąt nie można iść do komunii. Nawet
ktoś powiedział, że trzeba zjeść wszystko, bo wyrzucić to
grzech. No tak, ale kto wam kazał tyle gotować?
Dziś pójdą wszyscy ochoczo na
pasterkę jako dowód swej gorliwości i bogoubóstwa. Można nie
chodzić rok, dwa lata, pięć i dziesięć, pojawiać się w
kościele tylko, gdy się czegoś chce (np. świadectwo chrztu), ale
na pasterkę pójść trzeba. Przynajmniej takie jest założenie, bo
znajdzie się kilka powodów by przed północą z łóżka już nie
wyjść. A to że człowiek zmęczony tą wigilią, a to jakaś
niestrawność, a to zimno za oknem, a to samemu się nie chce, a to
mama nie idzie – o tak! przykład rodziców jest ważny w
wychowywaniu. Czego chcesz od nas Panie, za twe hojne dary? Bo mnie
się do Ciebie iść nie chce, zwłaszcza na pamiątkę urodzin
twojego syna. My wolimy kielicha wypić za zdrowie nasze, Twoje i
kolejne dwa tysiące lat.
Krew mnie zalewa jak dostaję życzenia
smsem „Wesołych Świąt”. Zero personalizacji, zero uczucia,
zero wkładu własnego poza kosztem wiadomości. Równie dobrze można
napisać „Mam cię w dupie i nadal o tobie pamiętam”. Nawet
najbardziej porywający tekst w którym brakuje uczucia nie trafi do
mnie. Zwłaszcza jak mam świadomość, że obdarowanych tym samym
słowem są dziesiątki lub setki „znajomych”. Wiem – sam tak
kiedyś wysyłałem. Na lewo i prawo. Każdy lub prawie każdy z
książki telefonicznej dostał wiadomość. Och! Jaki byłem
szczęśliwy. Jeszcze bardziej mnie bawiło odsyłanie życzeń,
które wcześniej dostałem od kogoś innego. Wystarczyło zmienić
podpis i gotowe. To były czasy. Człowiek się nie musiał
zastanawiać za wiele co pisze. Ważne było by wysłać szybko
odpowiedź. Dziś mi się nawet nie chce sięgać po telefon – leży
sobie na półce i wibruje co jakiś czas. Ale zauważyłem, że
grupy dobrych znajomych są w stanie jednak tak sformułować
życzenia, że po przeczytaniu ich czuję się dowartościowany. To
najczęściej ludzie z którymi współpracowałem lub współpracuję
nadal. Jak się chce to się da!
Od kilku lat staram się życzenia
maksymalnie personalizować. Co kogo obchodzi moje szczęście? A jak
go ono nie obchodzi to dlaczego mi go życzy więcej? Może ja jestem
szczęśliwy? Może jestem wystarczająco zdrowy? A od moich
pieniędzy to niech się odczepi. Się pracuje – się ma! Wczoraj
składając życzenia dyrektorowi Teatru im. Słowackiego mówiłem o
dalszych sukcesach, o udanych premierach, o zdrowiu dla rodziny
własnej i tej teatralnej, o dalszej służbie w kulturze. Przecież
wierszyk „zdrowia, szczęścia, pomyślności i pieniędzy” jest
głupi. Starość wymaga rozwagi.
Nudy i wszechogarniające lenistwo. Mam
kupę roboty, ale muszę sobie jeszcze chwilę posiedzieć. Jutro
dzień wolny. Pojutrze chrzest. Po co ludziom zdjęcia z chrztu
robione przez profesjonalistów? Wuj Edzik ma kompakcik – trzaśnie
fleszem i będzie. A ja kurna muszę zmieniać plany, muszę być w
Krakowie zamiast odwiedzać ludzi, a później muszę te zdjęcia
jeszcze obrobić i sklecić książkę. W dodatku za mały bonusik.
Choć z drugiej strony zarobić kilka stów w święta to chyba nic
złego. Zresztą poniedziałek w cywilizowanych krajach to dzień
pracujący, ale oni mają wyższe zarobki, więc im wolno pracować,
a nam się nie chce. My jesteśmy narodem strudzonym, zawsze
zmęczonym, a nawet przemęczonym, więc święta muszą trwać dwa
dni, a wolnego musimy mieć aż 114 dni w roku + obowiązkowy urlop
(z weekendami 38 dni), a gówniarzeria ponad 75 dni wakacji. No ale
nam się należy. A PKB to samo wzrośnie jak drożdże na mleku?
O ja o ja.
No to droga czytaczko lub drogi
czytaczu (pikaczu?) ... życzę ci wesołych świąt, bo nic innego
mi nie przychodzi do głowy. Skoro to czytasz, znaczy, że nie masz
nic lepszego do roboty w te święta. Nie wiem czy ci zazdrościć,
czy współczuć. Nie wiem również jak się stawiać do twojej
sytuacji, a jak ty postrzegasz moją. Tak czy inaczej gratuluję ci
wytrwałości i życzę dobrego humoru na najbliższy rok. Radujmy
się i weselmy ...
http://www.youtube.com/watch?v=PdJH7Y56c7Y&feature=share
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz