Pisanie przychodzi ciężko, ale myślenie jest łatwe. Jedyny problem to przelanie myśli na papier, a w tym wypadku na klawiaturę. Ciężki przypadek, bo później trzeba zakwasy leczyć w palcach.
Rozpocząłem intensywny kurs e-learningowy przygotowujący do przyszłej pracy w korporacji ubezpieczeniowej. Jest to o tyle ciekawe, że jeszcze kilka miesięcy temu byłem przeciwny korporacjom, a dziś wiąże się z jedną z nich. Tak, wiem. To głupio zabrzmi, ale nadal jestem przeciwny. Już jestem w jednej organizacji, która w pewnym momencie zaczęła przypominać korporację. Obrałem drogę rewolucyjną, a więc wojna z globalizmem i szablonowością. Coś czuję, że podobnie będzie i tym razem. Z tym, że tu jest więcej niewiadomych, grunt nie rozpoznany i mało stabilny, a do tego ja jestem szczylem walczącym z dziadkami, którzy stracili zęby na budowaniu struktury. No cóż! Tego w cv nie napisałem, ale ja lubię budować po swojemu. Dlatego na stanowisku doradcy nie popracuję za długo. Dam znać jak będę budował swój zespół :)
Zapisałem się na 5 szkoleń, 152 godziny czytania, słuchania, klikania, wypełniania testów i rozwiązywania zadań. Po pierwszych dwóch godzinach nie rozróżniałem już kim jest ubezpieczony, ubezpieczający, ubezpieczyciel, a do tego doszedł uposażony. Przy pierwszym teście 50% odpowiedzi była nieprawidłowych. A do zaliczenia wymagali 75%. Hmmm nieźle się zaczyna. Biorąc pod uwagę, że mój profil psychologiczny nawet mnie zdziwił, jak mi go dano do przeczytania, to te odpowiedzi ... cóż, nikt nie mówił, że będzie łatwo. Kolejne lekcje szły coraz lepiej, a testy zaliczałem na 100%. Nie ma to jak poświęcenie. I dzisiaj koło 14 "zakończyłem" pierwszy kurs rozdziałem dziewiątym. No prawie zakończyłem, bo ... bo okazało się, że rozdziałów jest siedemnaście! tylko przeglądarka "schowała" resztę. Super!
Zrobiłem sobie przerwę na odmóżdżenie, bo coś mi się przypomniało, że dziś coś tam ... ślubowanie pierwszych klas, czy jakoś tak. Puściłem tvn24 on-line, a tam łysy kozioł straszy dzieci i drze koparę. Jezu! Gdzie jest krzyż!
Na discovery ‘pogromcy mitów’. Już lepiej. Można odpocząć, popatrzeć, pouczyć się fizyki, a wszystko to w domowej atmosferze. A jak już o domu mowa, to zapragnąłem coś upiec. Materiał na ciasto jest, ale brakuje wypełniacza. No a że każdy pretekst jest dobry by wyjść z domu, to pojechałem po jabłka … i srebrny sznur. Jabłka na szarlotkę kupiłem, a teraz siedzę na kawie w kolejnym markecie i piszę, bo mnie naszło. Trzeba wykorzystać dobre chęci oraz chwilową niechęć do monitora i słuchawek. Z ciasta pewnie i tak nic dzisiaj nie będzie, bo jak wrócę, to już mi się nie będzie chciało. Jutro się zrobi. Przerwa w nauce się należy, nawet jak się leży. No!
Wyznaczyłem sobie cele. Niestety są ambitne, więc trochę pracy przede mną. Będę pracował na dwóch frontach jednocześnie. Taka kampania wrześniowa. Jeden front będę kończył na wiosnę. Chłopaki już wyrośnięte, więc niech się rządzą sami. Ja pozostanę tylko opiekunką dla niemowlaków ... przez dwa lata, zanim się "błękitny sznur" nie dorobi pwd. Będzie fajnie i wesoło, i się już doczekać nie mogę. Front pracowniczy w zasadzie już rozpocząłem. Poza szkoleniem domowym mam szkolenia w oddziale ... od jutra, o czym mnie poinformowali dziś. Czyli klasyka - ostatnio jak pracowałem też mnie informowali w ostatniej chwili. Luzik :) Jakiś ważniak ze stolicy przyjeżdża robić nam pranie mózgu. Lajcik – 3 godziny słuchania da się wytrzymać. W przerwie może jakąś herbatę się wypije i z menadżerem pogada. Trza kontakty nawiązywać. A jak! Co by nie pomyśleli, że my na wsi to niekumaci tacy. Będzie dopsze, albo lepiej. A od poniedziałku maratonki – od dziewiątej do 17. Podobno mniej człowiek zapomni przed egzaminem jak mu tak szybko do łba wiedzę wkładają. Druga prawda mówi coś zupełnie innego, ale ja się będę 3mał tej pierwszej.
We łikend mam odmóżdżacz – jadę w doliny pod liście. Krioterapia, zdrowe odżywanie (korzonki, świerszcze, padalce i inne ścierwa), kilka chłopaków … nie no dobra, bo już legendy krążą, zamiast chłopaków będzie kilka blondynek starozakonnych. Będzie fajnie. Jeszcze mi aparatu brakuje, ale chyba tym razem go nie zabiorę – trochę szkoda, bo w lesie się człowiek oszczędzać nie będzie, a tak ze sprzętem to trzecie oko potrzeba. No. Ale to i tak będzie eksperyment. Zobaczymy czy uda się wszystko spiąć do kupy. Pomysł jest, zadania wymyślone, a jak coś nie wypali … to najwyżej nic nie będziemy jeść konkretnego i pozostanie tylko to o czym już wspominałem.
Ale wracając do korporacji, to pragnę powiedzieć, że pracę znalazłem po 55 dniach od zwolnienia się z innej mniejszej korporacyjki. A te 8 tygodni to jest okres od zwolnienia, do potwierdzenia przyjęcia. W między czasie odbywały się rozmowy i testy kwalifikacyjne, m.in. ten psychotest. Jak się chce to można znaleźć robotę ciekawą, wymagającą i powiedzmy że dobrze płatną jak się trochę człowiek postara i przyłoży. A jak się nie postara … to gówno z tego będzie. Ech proza. No więc siedzę sobie i dumam, i zamiast iść się uczyć piję kawę … która jak zwykle wystygła.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz