Kilka dni temu ktoś mi bliski zapytał mnie, czy jestem szczęśliwy. Bez większego namysłu odpowiedziałem, że tak, bo szczęście jest w naszych głowach. A później przez pół nocy rozmyślałem nad tym. Czy ja jestem szczęśliwy? Co to w ogóle znaczy? Jak mam rozpoznać, czy jestem szczęśliwy, gdy czasami moje serce jest przepełnione żalem, bólem, goryczą? Czy wtedy też jestem szczęśliwy, ale trochę inaczej?
By nie zwariować do końca przyjąłem, że jestem szczęśliwy. Mam dwie ręce, jestem zdrowy, mam kochających rodziców, mam nawet kilku przyjaciół w Polsce i na innych kontynentach, bo Europa to dla mnie za mało. By zmienić coś w swoim nudnym życiu zacząłem jednak szukać więcej adrenaliny. Adrenaliny połączonej z rozrywką. Znalazłem coś, co nawet mnie zaskoczyło. Coś co mnie zaczęło wypełniać bardzo dobrym nastawieniem. Znalazłem radość i miłość.
Nie! Nie napiszę kto, gdzie, po co, dlaczego, jak? Nie będę się żalił, że są chwile trudne i bardzo trudne, bo to wie każdy. Ale napiszę, że jestem najszczęśliwszą osobą na ziemi. Tak! Ja, wytrwały samotnik, niemogący nawiązać pozytywnych relacji prawie z nikim znalazłem swoją drugą połowę na drugim końcu świata! I zakochałem się w osobie, która mnie urzekła, która wypełnia me myśli, która razem ze mną wytrwale dąży do postawionego sobie cel. Zakochałem się w osobie, która daje mi radość i nadzieję na lepsze jutro.
Zatem czy jestem szczęśliwy? To nadal jest trudne pytanie. I bardzo jednak złożona odpowiedź. Nie da się jej zamknąć jednym zdaniem. Ale od pewnego czasu wydaje mi się, że szczęście to już nie jest tylko wtedy, gdy rano się budzimy żywi. Szczęście to coś więcej. Bycie szczęśliwym to dar od Boga, który trzeba każdego dnia rozwijać i pomnażać. I oczywiście dzielić się tym szczęściem z innymi.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz