sobota, 23 kwietnia 2011

Post wielkopiątkowy

Wczoraj pościliśmy. Ta religijna pokuta przybierała czasami bardzo dziwne i zabawne formy. Jedni musieli opróżnić kegę piwa, bo do 'po świąt' będzie już zepsute, inni cały dzień głodowali, by o północy wkroczyć do kuchni i ponapychać swoje żołądki do pełna.

Zapewne obie formy prowadziły do tego co najważniejsze w życiu religijnego człowieka, czyli do śmierci. Ale zacząłem się zastanawiać jaki to ma sens. Pomóc kumplowi w wypiciu piwa to nie lada wyzwanie. Ludzik pomimo, że już nie może, musi wlewać kolejną szklankę złocistego wywaru z pszenicy, bo jak nie to się zmarnuje. To jest lepsza forma udręczania niż powstrzymywanie się od spożywania, również alkoholu. A jaka szlachetna :). Mimo to najbardziej rozbawiła mnie jednak rozmowa na temat seksualności i podbojów 'miłosnych' nowo poznanego kolegi. Rozmowa o sposobach na podryw przy dziewczynie, którą się później podrywa była na tyle żałosna, że musiała się skończyć odmową. A jak dodam, że była to dziewczyna barmana to już nie trzeba nic więcej komentować. Przypuszczam, że Witek w piątek też pościł.

Zachowanie podpitych gości, gadających przez pół godziny o tym kto kogo zaczepił na chodniku, przybiera czasami formę sprzeczki kochających się ludzi próbujących udowodnić swoją rację za wszelką cenę. Skończyło się na wyzwiskach od 'pedałów' i do rękoczynów nie doszło, choć było by to dość efektowne zakończenie 'potrącenia barkiem'. Później, w drodze na postne zapiekanki z boczkiem i salami, można było przysłuchać się rozmowie o zachowaniu, powstrzymywaniu, złości i frustracji. W drodze powrotnej autobusem było 5 minut błogiej ciszy. Moje uszy odetchnęły z ulgą, a myśli powróciły na swoje miejsce. Chwała religii, że wymyśliła post.

Życie na trzeźwo ma swoje uroki.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz